Integracja oddechem

IO

"Integracja Oddechem jest procesem rozwoju osobistego,
który obywa się poprzez poszerzanie świadomości. W podejściu tym
wykorzystujemy wewnętrzny wgląd przez świadomość oddechu i
emocji, co prowadzi do integrowania całego naszego wnętrza. W
rezultacie nasz naturalny oddech ulega odblokowaniu, następuje
uwolnienie stresu z ciała i psychiki, wzrasta nasza witalność i
żywotność. W wyniku praktykowania IO poszerza nam się spojrzenie na życie i
świat. Efektem jest też odwaga i siła do dokonywania ważnych
życiowych zmian, przekraczania progów niemożności oraz zdolność
do skutecznego działania i odnoszenia coraz większych sukcesów w
codziennym życiu."

Cytat ten, zaczerpnięty z oficjalnej strony IO (www.inteo.pl), doskonale oddaje esencję i istotę IO. Ale jednocześnie - jest ona czymś o wiele, wiele więcej.

Nie jest bowiem zarezerwowana tylko dla osób zajmujących się samorozwojem, poszukiwaniem własnej drogi życiowej czy szeroko rozumianej duchowości. Skierowana jest do wszystkich - zarówno tych, którzy noszą w sobie jakieś traumatyczne przeżycia i nie potrafią się z nimi rozstać jak i tych, którzy doświadczają w swoim życiu powtarzających się jak przez kalkę wydarzeń, które ich ranią. Do nie wierzących w swoje możliwości, nie potrafiących rozstać się z nałogiem, do osób, pochodzących z domu, w którym były poważne problemy alkoholowe. Do kobiet - odrzucających swoją kobiecość, cierpiących na bulimię, do młodzieży - mającej kłopoty z nauką, do ludzi - nie mogących ułożyć sobie życia osobistego lub zawodowego. Tak więc metoda ta ma wymiar również czysto praktyczny.

U jej podstawy, tak jak i w psychologii klasycznej, leży założenie, że źródłem problemów w zachowaniach ludzi są przeżycia i doświadczenia, wyniesione z najwcześniejszego okresu życia. Obserwowanie i bezkrytyczne, z racji braku odniesienia, dostosowanie się do zachowań ludzi z najbliższego otoczenia spowodowało wprowadzenie stłumień i wzorców zachowań, stosowanych następnie w całym dorosłym życiu.

Dzieci żyją tym, czego się nauczyły

Dorothy Law Holte

Jeśli dziecko żyje w krytyce,
Uczy się potępiać.
Jeśli żyje we wrogości,
Nauczy się walczyć.
Jeśli dziecko żyje w szyderstwie,
Nauczy się nieśmiałości.
Jeżeli otacza je wstyd,
Nauczy się poczucia winy.

Jeżeli doświadczy zachęty,
Nauczy się pewności siebie.
Jeśli żyje wśród pochwał,
Nauczy się doceniać.
Jeśli żyje w uczciwości,
Nauczy się sprawiedliwej oceny.
Jeśli dziecko żyje bezpiecznie,
Nauczy się wiary.
Jeśli żyje w aprobacie,
Nauczy się lubić siebie.
Jeśli dziecko żyje w akceptacji i przyjaźni,
Nauczy się odnajdować miłość w świecie.

Jeżeli w dzieciństwie zostaliśmy wielokrotnie zranieni emocjonalnie, gdy zwracano się do nas np. : "Po co ja cię w ogóle urodziłam?"(bo np. ciąża była nieplanowana), "Zawiodłam się na Tobie", "Nie zasługujesz na moją miłość" (bo np. jako nastolatka dziewczyna miała koncepcję na życie inną niż Rodzice), "Jesteś głupi i nadajesz się tylko do zamiatania ulic" ( bo dziecko znajomych uczyło się lepiej)... to, choć broniliśmy się przed tym zawzięcie, z czasem uwierzyliśmy, że to prawda, że tak jest.
I choć wydarzenia zostały wykasowane ze świadomości jako zbyt bolesne lub przestaliśmy w nie wierzyć na poziomie intelektualnym, to na poziomie emocjonalnym, gdzieś bardzo, bardzo głęboko - tkwią w nas nadal, niszcząc nasze życie. Zadany emocjonalnie ból tkwi nadal - dopóki nie dozna uzdrowienia. Ale ranią nie tylko same słowa.

Jeżeli w domu panowała atmosfera niedomówień, wrogości lub co gorsza -obojętności, to, choć uderzała ona w dziecko nie mniej boleśnie niż słowa - stała się dla niego wzorem i normą, którą potem przeniosło ono na swój dom. Jednak negatywne i stłumione doświadczenia, choć pozostają w ukryciu, nie podlegają zamknięciu. Żyją, pulsują, wibrują z Nami i w Nas. Przyciągają podobne im energie i tym samym - analogiczne sytuacje i ludzi.

Dopóki nie jesteśmy świadomi tych mechanizmów, dopóki ich nie widzimy - kierują one naszym życiem, a my swoje niepowodzenia nieustannie wiążemy z czynnikami zewnętrznymi. Ale nie pojawiają się one przypadkiem. Manifestują się w naszym życiu po to, aby przypomnieć nam o naszej przeszłości, o własnym problemie i -uzdrowić Nas z niego, popychając ku wolności oraz zdrowiu.

I dopiero skierowanie uwagi wraz z oddechem do własnego wnętrza, do odrzuconych i zapomnianych zranień, przejście przez nie z dużą uważnością w spokojnej, bezpiecznej atmosferze, pozwala doświadczyć ich jeszcze raz, ale nie tylko z pozycji zranionego dziecka czy też "głowy" (analizy) a - SERCA - i przetransformować je tak, aby nie były ograniczeniem a - SIŁĄ I NAPĘDEM w ŻYCIU, HARMONIĄ I SPOKOJEM.
Gdy tak się dzieje, łączymy się z naszą Prawdziwą Naturą, zaczynamy jej doświadczać - ŚWIADOMIE , stajemy się Nią.

Świadomy Oddech jest tutaj wspaniałym narzędziem, pozwalającym zakotwiczyć się w siebie i nie zgubić problemu, z którym pracujemy, zapobiega ucieczce w marzenia, zatrzymuje nas w tym, co naprawdę dzieje się w naszym wnętrzu, stanowi w sesji łącznik między tym co Ziemskie, a tym - co Duchowe.

Z przebiegu sesji:

Przypadek pierwszy: Kobieta, lat 38 i słowa, które bardzo często przewijały się przez jej życie - "po co ja ciebie urodziłam..."
Była trzecim, nieplanowanym dzieckiem w rodzinie. W domu -ojciec despota i alkoholik. Przez wiele lat kobieta myślała, że zmarnowała życie matce, gdyż - gdyby się nie urodziła, matka mogłaby ułożyć sobie życie z kimś innym. W dzieciństwie starała się być niewidoczna, tak samo później - w dorosłym życiu. Przyszła, ponieważ miała problemy właśnie z ułożeniem własnego życia, czuła, że partner z którym jest, traktuje ją instrumentalnie.

Wyszłyśmy od obserwacji własnych odczuć wewnętrznych, jakich doświadcza, czy myśli o tej sytuacji. Dominującym uczuciem był smutek, chęć poddania się i wrażenie, że kurczy się, staje się wręcz przezroczysta, tak, aby nikomu nie przeszkadzać i aby nikt nie zwracał na nią uwagi. Gdy doświadczała wszystkich tych stanów, nie walcząc z nimi - przetransformowały się one w wewnętrzną radość istnienia, ufność we własne piękno, połączone z wewnętrznym zrozumieniem, że, aby być szczęśliwym w związku z drugą osobą, trzeba być przede wszystkim szczęśliwym samemu. Bo drugiemu człowiekowi możemy dać tylko to, co mamy w sobie.
Jeżeli jest w nas tylko smutek i żal - to tylko to mamy do zaoferowania. Jeżeli jest wewnętrzna Radość i Ufność we własne piękno - właśnie tym będziemy emanować na zewnątrz. I wewnętrzne przekonanie i pewność - a więc taka jestem naprawdę. Nie zapomnę o tym.

Przypadek drugi: Mężczyzna, lat 34. Kilka nieudanych związków.
Wychowywany przez babcię, która wielokrotnie podkreślała, że swoje dzieci już odchowała, a teraz musi jeszcze zajmować się wnukami. Przekonanie, jakiego nabrał wtedy ten mężczyzna - to takie, że jest niepotrzebny, nikt go nie chce - ani matka, ani dziadkowie. Atmosfera domu, jaką zapamiętał u dziadków - to głównie zmęczenie, brak radości życia, cierpienie. Gdy oddychał z atmosferą tego domu zmieniła ona zupełnie swój charakter. Stała się spokojem, a on sam czuł się w niej po prostu bezpiecznie. Obserwując dalej tę przestrzeń, Mężczyzna zaczął doświadczać stanu o którym - jak później powiedział - już dawno zapomnał - była to dziecięca ufność, radość, spokój, luz. I wewnętrzna pewność i zrozumienie : " Tak naprawdę, babcia zawsze nas kochała, tylko - utknęła w swoim bólu."

Jak sam powiedział po sesji - gdybyśmy pozostali wierni swoim stanom, uczuciom, które wynikają nie z naszego lęku, a tym, które wypływają z naszego serca - o ileż mniej nieporozumień byłoby na świecie. Wierzę, że odblokowane poczucie winy w stosunku do tych, którzy go wychowali i odnaleziona dziecinna ufność, radość i spokój - pozwolą mu w przyszłości spotkać kobietę jego życia.

Przypadek trzeci: Mężczyzna, lat 48.
"Lęk przed zmianami" - nawet, jeśli dotyczyły spraw tak drobnych, jak przemeblowanie pokoju czy ułożenie inaczej rzeczy w szafie. Już samo wypowiedzenie słowa " zmiana" - wywoływało u niego silny niepokój i lęk, a brzmienie wyrazu "zmiana" odbierał jako coś ostrego, kanciastego, zagrażającego. Ponieważ widziałam, że był bardzo dobrze emocjonalnie połączony z przestrzenią lęku, którą opisał w ten sposób, poprosiłam aby wręcz "chłonął" ją całym sobą, doświadczał - nawet, jeśli odbierał to jako coś nieprzyjemnego. Po jakimś czasie oddychania z tą przestrzenią zaczęła ona - w odczuciu Mężczyzny - zmieniać się, nabierać obłości. To, czego do tej pory tak się obawiał, zaczął teraz odbierać jako żywą, plastyczną materię, którą istotą jest właśnie zmiana, wprowadzająca przez swą nieustanną wibrację harmonię i ład. Gdy z nią nie walczymy - pozwala nam stworzyć własny, sensowny świat, bez oddzielania się od niego. Daje szansę na zakorzenienie i odnalezienie swojego miejsca.

Przypadek czwarty: Kobieta, lat 26. Po ciężkiej operacji ginekologicznej.
Gdy była nastolatką wielokrotnie słyszała:

I powstał program - "Kobiecość może zniszczyć życie". Na początku Kobiecie było bardzo ciężko oddychać - pojawił się ból w obszarze przeprowadzonej wcześniej operacji, który następnie przeniósł się w okolice klatki piersiowej. Odebrała go tak, jakby dla jej serca nie było po prostu miejsca. Jednak Kobieta spokojnie pozwalała sobie doświadczać tych wszystkich stanów, nie walcząc z nimi.
Pojawiło się uczucie rozluźnienia w sercu i stan olbrzymiego wzruszenia i spokoju, gdy doświadczała swego ciała poprzez oddech. I wewnętrzna myśl - przewodnik - nie należy walczyć i odrzucać swojego ciała, trzeba się z nim zaprzyjaźnić - tak, jak teraz. Oraz ogromne uczucie lekkości.

Myślę, że jeżeli uda się tej młodej dziewczynie pozostać w kontakcie z własnym ciałem na takim właśnie poziomie, na jakim doświadczyła go podczas sesji, jestem pewna, że już nigdy więcej żadna operacja ginekologiczna nie będzie potrzebna.

Przypadek piaty: Kobieta, lat 51.
Jako dziecko wielokrotnie mówiono jej, że się do niczego nie nadaje, że niszczy wszystko, do czego się dotknie, że jest nieudolna. I dziecko uwierzyło w te prawdy a życie - potwierdziło jej prawdziwość wielokrotnie.

Powstał samonakręcający się schemat -" jestem taka nieudolna, jeżeli ktoś dopuści mnie zbyt blisko, na pewno go zranię". Stąd - nieudane małżeństwo, nieudane układy w pracy, nieudane kolejne związki. Kobieta zauważyła ten schemat - i chciała coś z tym zrobić.
Nie był to temat na jedną sesję - ale z czasem wiele spraw "ustawiło się samo". Kobieta zmieniła się - pojawiło się w niej dużo wewnętrznej siły i wiary w to, co robi. Zmieniły się też jej relacje rodzinne. I nadal pracuje nad sobą.

Na zakończenie podaję ciekawy mail (za zgodą i sugestią jego autora), który jakiś czas temu dostałam, a którego treść spina w pewną całość to, o czym pisałam wcześniej:

Witaj przed chwilą dostałem "Kurs cudów" i pomyślałem o Tobie
Wcześniej jakoś tak zleciało ,że nie zdążyłem Ci podziękować.
Podziękować za to ze JESTEŚ
Cholera wie czy gdybyśmy sie nie spotkali dałbym radę ciągnąć dalej, możliwe że bym sie przekręcił na cacy albo wylądował u czubków. Tak miało być...
Jak byłem u Ciebie i zacząłem mówić i mówić to tez czułem, że mnie nie łapiesz. Widziałem juz siebie jak wychodzę i idę nie wiadomo gdzie. W tym czasie nie rozróżniałem niczego Nie myślałem o życiu, ciemności czy innych pojęciach. Byłem ja i nic.
Zapamiętałem jedno słowo :kotwica. Jak przez mgłę torowało sobie to słowo drogę do mojego serca. I Twoja dłoń w tym miejscu. To było to - ta mała iskra miłości, która wyznaczyła dalszy kierunek, która pchnęła mój umysł do pracy. Całą drogę powrotną, łącznie ze spacerkiem pod Twoim domem i jednym przestankiem dalej, który pojechałem, wracała mi świadomość. Samo wspomnienie tego czasu wzbudza we mnie emocje. W domu telepała mnie gorączka czułem sie jakby było z 14stopni a były 22. Pod kocem doszedłem do siebie po godzinie, dwóch nie pamiętam. Od tego czasu idę dalej swoją drogą, czuję codziennie wiele nowych spraw i czuję jak świadomość nadal sie poszerza. Czuję ogromną wiarę. I czuję się zarazem jak dziecko kilkuletnie, które nic nie umie i jak istota, której nikt i nic nie jest w stanie zagrozić. Odczucia wyłapuję na bieżąco i potrafię oddzielić od programów ego. Daję się prowadzić i pozwalam sobie na co idzie. Nie wiem co dalej ale strachu nie mam. Nie wiem. Nie wiem - to mój stan.
Odezwę się w swoim czasie. Dziękuje Ci jeszcze raz że JESTEŚ.
Tę wiadomość możesz traktować jako list otwarty. Nie mam tajemnic. Może się przysłużyć lub pomóc komuś, kto jest na jakimś etapie na własnej drodze. W życiu trzeba postawić wszystko, bo cóż można stracić? Nic. Można tylko zyskać.
Janusz

Jeżeli czujesz, że przedstawiony tu przeze mnie temat jest Ci w jakiś sposób szczególnie bliski, jeżeli uważasz, że może stać się Twoją metodą na przepracowanie swojego "Cienia" - zapraszam.

Marzenna Walisiak-Derska